image_pdfimage_print

filiżanka kawy na ksiązce

Już niebawem kolejne spotkanie z Magdą Olszewska – lokalną tropicielką historii w naszym mieście, od niedawna posiadaczki po zdanym egzaminie tytułu Przewodnik górski po Sudetach, która postanowiła opowiedzieć o miejscach, których już nie ma w naszym mieście.

Prosimy zaglądać na stronę biblioteki, wszelkie bliższe informacje zostaną niebawem umieszczone, a my już jesteśmy ciekawi opowieści Magdy Olszewskiej

detektyw


Wyjątkowa lekcja historii

Dnia 19 X 2012r bibliotekę odwiedziła Zuzanna Bardzel autorka opowieści o Sybirze pt. „Na świadectwo prawdzie”, spotkanie odbyło się z cyklu „Dobra książka i kawa”.

Autorka wprost pisze i mówi, że „jest jej ciągle mało, ciągle mam niedosyt spotkań z młodzieżą, a nawet z dziećmi, one chłoną wiedzę, umiejętnie podaną, najłatwiej”, dlatego została zaproszona młodzież z gimnazjum z nauczycielem historii M.Lonycz (a bywa u nas często na takich historycznych spotkaniach).

Pani Zuzanna starannie przygotowana, ale nie ma co się dziwić z zawodu nauczyciel, na 3 stolikach i 2 półkach rozłożyła liczne osobiste pamiątki, aby młodzież mogła lepiej zapamiętać wyjątkową lekcję historii. Bardzo szybko nawiązała kontakt z nastolatkami, gdyż wspomnienia były ciekawe, a przede wszystkim dotyczyły takich faktów historycznych o których mało wiedzą i uczą się, a żywa narracja wyraźnie na nich robiła wrażenie oraz silne przekonanie, że należy póki żyją świadkowie spisywać dzieje rodzin. Nasz gość często słuchał od mamy, aby spisać „Na świadectwo prawdzie” dzieje z tamtego czasu między 1939- 1946. Mamę pani Zuzanny wydał ktoś kto ją znał i powiedział Rosjanom, że jest żoną policjanta i gdzie aktualnie mieszka, ona sama domyślała się na 99 % kto zdradził, ale nigdy nazwiska nie wymieniła, bojąc się, że może popełnić straszny błąd. W nocy Rosjanie przyszli po nią i jej dzieci – 1,5 rocznego Romana, pół roczną Wacię i 11 letnią Helenę w ten sposób stali się wszyscy wrogami władzy radzieckiej.

Opowieść jest bardzo wzruszająca, krótkie rozdziały mają tytuły: Podróż, Walka o przetrwanie, Zdobywanie jedzenia, Dom Lepianka, Choroby, niebezpieczeństwa, zagrożenia, Higiena, Klimat, Piękno przyrody, Praca, Rozrywki kulturalne itd.

Przedstawiają, jak żyły całe rodziny, matki z dziećmi z dala od Ojczyzny w obcej Ziemi, pracując ponad siłę dla dobra cudzej Ojczyzny.

Autorka uznała, że to jest jej drobny wkład, aby o zesłaniach na Sybir nie zapomnieć i młodszemu pokoleniu przekazywać wiedzę o tamtych okrutnych czasach. Swoje wspomnienia takimi słowami zakończyła „Chcę by: żyli dziś, myśleli o przyszłości, pamiętali o przeszłości”.

U pani Zuzanny instynkt nauczycielski pozostał, gdyż gdy minęło 45 minut czyli lekcja, zakończyła spotkanie z młodzieżą, która jeszcze miała czas na obejrzenie licznych zdjęć osobistych naszego gościa.

Następnie był czas, aby wpisać się do kroniki, złożyć autograf na opowieści „Na świadectwo prawdzie” z dedykacją dla czytelników biblioteki oraz po babsku pogadać z paniami ze Związku Sybiraków panią Irenką i Halinką, które przybyły, gdyż jak to powiedziały „Nie mogłyśmy przegapić takiej okazji” I należy stwierdzić, że Panie są w świetnej kondycji, ileż miały wspólnych wspomnień i tych smutnych, ale też i wesołych. Pani Zuzanna aż im poradziła, żeby spisały to wszystko bo warto, dla pokoleń.

A my z panią M.Lonycz już umówieni jesteśmy na następne spotkanie z historią.


Dobra książka i kawa

dawna wieś kotlina

Pod takim hasłem odbyło się 24 marca 2012 r. inauguracyjne spotkanie w bibliotece. Pogoda wybitnie nie sprzyjała od rana padał deszcz, często nawet ze śniegiem i wcale nie był wiosenny, na szczęście dopisywały humory paniom, wieloletnim czytelniczkom.

Pierwszym gościem była Alicja Kornet, nasza mieszkanka, której tomik poezji „Garść miłości” wydał Miejski Dom Kultury w Lubaniu, a wiersze zadedykowała swojej najukochańszej córce Viktorii.

W sposób niezwykle skromny opowiedziała o pisaniu wierszy, które przez długi czas były przechowywane w szufladzie. Odpowiadając na pytania najwięcej zdań wypowiedziała P.Alicja o swojej córce.

Przedstawiając gościa zostały zacytowane słowa przyjaciela biblioteki Narcyza Bartoszewskiego – Wnukowskiego lekarza, historyka oraz pisarza odwiedzającego nasze miasto od kilku lat „Czytając jej wiersze czujesz, że pijesz miłość z pucharu miłości, który sączy się w organizmie mając smak dojrzałego miodu. W jej wierszach przeplata się miłość z żalem, a nawet z rozpaczą. Pani Alicja w swoich wierszach potrafi przekazać swoje przeżycia i rozlać czarę miłości na czytelnika”.

Młoda poetka zrobiła nam wszystkim niespodziankę i podarowała każdej pani swój tomik wierszy z pięknymi ilustracjami swojej koleżanki Marioli Kaczmarek, oczywiście nie mogło zabraknąć indywidualnych dedykacji. Można było wyczuć, że nasz gość był bardzo wzruszony, trochę stremowany mimo, że spotkanie miało charakter kameralny i przebiegało w miłej atmosferze, przerywanej rozmowami o przeczytanych książkach, głównie biograficznych lub też co się czyta bo jest modne, można było też zapoznać się przede wszystkim z ideą Dyskusyjnych Klubów Książek, oraz z listą rekomendowanych książek do przeczytania i dyskutowania, a dobre ciasteczka i kawa lub herbata dopełniały spotkanie pań, które zdecydowały się przyjść i porozmawiać o książkach. Poezja wpływa pozytywnie na emocje, a pozwala choć na chwilę wyciszenia, zadumy i refleksji i przydało nam się, kiedy za oknami było ponuro, deszcz ze śniegiem padał. Po wysłuchaniu kilku wierszy panie po chwilowym milczeniu rozpoczęły ożywioną dyskusję, w której przeważało stwierdzenie, że należy mieć dar „od Boga” aby pisać tak piękne wiersze np. „RÓŻA”

Rosną kwiaty ludziom na pociechę
Rosną i uroku dodają ziemi
Lecz najpiękniejszym mi jest róża
Czerwony kwiat z kolcami
Kwiat najbliższy memu sercu
Więc podaruj mi kwiat róży
A uczynisz mnie najszczęśliwszą z ludzi.

Na zakończenie padły deklaracje, że za miesiąc się spotykamy i pomysł z założeniem Dyskusyjnego Klubu Książek w Świeradowie – Zdroju nie jest zły, paniom ponadto została wręczona ankieta „Dyskusyjnego Klubu Książek” w której były umieszczone pytania, na które można odpowiedzieć w domu, w spokoju lub też z członkami rodziny. A warto, przykładowe pytania:

Czego szukasz w lekturze?

  • recepty na rozwiązanie swoich problemów
  • lekkiej, łatwej i przyjemnej rozrywki
  • ucieczki od rzeczywistości
  • inne

Gdzie i kiedy czytasz?

  • w domu
  • w autobusie
  • na kanapie
  • w wannie
  • na przystanku
  • inne

W jaki sposób wybierasz swoje lektury?

  • patrzysz na zwroty w swojej bibliotece
  • słuchasz opinii innych
  • kierujesz się nazwiskiem autora
  • inne

Czytasz nawet kiedy wokół jest hałas ?

  • tak
  • nie

II Spotkanie z cyklu

„Dobra książka i kawa” – można uznać za udane

Odbyło się 4 czerwca 2012r o godz. 16.oo, a bohaterką główną spotkania była Magdalena Olszewska – lokalna tropicielka ciekawostek, tajemnic, historii losów ludzi i budynków w Świeradowie – Zdroju.

Na spotkanie przybyły panie, które były wcześniej, ale pojawił się nawet pan, miłośnik historii o Świeradowie – Zdroju oraz nowe panie.

Nasz gość wyłożył Kronikę H.Scholdana, mapy, przewodniki powojenne, to wywołało już na wstępie spore zainteresowanie i ożywioną dyskusję.

Pani Magda to pasjonatka naszego miasta, uwielbia opowiadać, a przede wszystkim ma przeogromna wiedzę, gdyż skrupulatnie tłumaczy każdą stronę Kroniki, która zawiera wiele bezcennych wiadomości, spisana przez Scholdana – Niemca urodzonego nad Kwisą, mieszkającego do końca 1946 roku.

Zaczęła opowieść od nazwy miasta i rzeki, która powinna nazywać się „Biały Potok” – gdyż była pełna krzemienia, Świeradów – Zdrój jest położony nie na jednej lecz na dwóch dolinach. Doliny Kwisy były porośnięte gęstymi lasami w przeciwieństwie do śląskich równin były skrawkami puszczy. Pani Magda opowiadając, podkreślała, że większość źródeł jest wiarygodnych. Mówiła, że w zasadzie miasto było podzielone i oddzielone od uzdrowiska, każdy miał swoją administrację. Mówiąc o budynku w którym obecnie jest biblioteka, Urząd niegdyś była to Karczma Sądowa, która mogła pomieścić 600 osób, odbywały się w niej posiedzenia gminy, jak to określili nasi goście – władza powróciła do pierwotnego swego miejsca.

W rozkwicie miasta powstały kompleksy sportowe, kąpieliska, stadion, korty tenisowe, skocznia narciarska, tory saneczkarskie, tor bobslejowy , lodowisko, a muzyka zdrojowa rozbrzmiewała od 15 maja do 15 września.

W czasie wysiedlania Świeradów – Zdrój liczył niespelna2900 mieszkańców, z czego większość mężczyzn zostało powołanych do wojska, miasto posiadało w momencie wysiedlania m.in.: 1 aptekę, 1 drukarnię, 5 sklepów malarskich, 6 piekarni, 1zduna, 1 sklep budowlany , 4 rzeźnie, 4 tartaki, 1 szczotkarza, 3 fotografów, 3 hurtownie piwa, 1 zakład dekarski, 6 zakładów fryzjerskich, 2 bednarzy, 2 drogerie, 4 cukiernie, 1 studniarza, 1 szlifiernie szkła, 2 kołodziejów, 1 pasiekę (150 sztuk), 1 fermę lisa srebrnego, 3 kuźnie, 3 księgarnie, 3 sklepy tytoniowe, 17 przedsiębiorstw furmańskich, 2 handlarzy bydłem, 2 zegarmistrzów

Z ciekawostek to, że były 2 prywatne szkoły, szkoła katolicka, ewangelicka, która zarazem była schroniskiem młodzieżowym.

Funkcjonował lokal – gdzie były organizowane wieczorki folklorystyczne, przy kołowrotkach, gwarze śląskiej odbywały się śpiewy do późnego wieczoru, gości zabawiała żona, podawano „Gorzką Izerską” recepty były oparte na izerskich ziołach, które były również doskonałą paszą dla krów i ich mleka oraz masła. Masło dzięki ziołom miało ponoć niesamowity smak.

Można byłoby pisać i słuchać pani Magdy jeszcze dłużej, ale 2 godziny tak szybko minęły. Wszyscy byli pod wrażeniem pani Magdy, każdy z gości upomniał się o jeszcze jedno spotkanie.

Na koniec otrzymaliśmy kartki z historią Świeradowa, których pani Magda jest autorką, gdyż sama tłumaczyła ze źródeł niemieckich.

Było to udane spotkanie, może trzecie zaowocuje nazwą dla uczestników Dyskusyjnego Klubu Książek.

„Warto zachować w pamięci”

18 czerwca 2012r o godz. 12.00, trochę nietypowo spotkała się z młodzieżą gimnazjalną oraz z paniami Dyskusyjnego Klubu Książek – Teresa Głośnicka, autorka autobiograficznego eseju dotyczącego życia powojennego pokolenia w Świeradowie – Zdroju pt. „Na zachód od Odry”.

Autorka wcześniej przybyła do biblioteki, trochę stremowana, ale pełna wiary, że nawiąże kontakt z młodzieżą i tak się stało.

Już na wstępie nasz gość powiedział, że długo, gdyż przez wiele lat dojrzewała w niej myśl o napisaniu wspomnień o ludziach prostych, którzy przekazywali dla swoich dzieci, wnuków wartości moralne i estetyczne.

Jak obliczyła 45 lat temu kończyła szkołę, a fragmenty z przeszłości układała w książkę przez 2,5 lata.

Pani Teresa ze wzruszeniem czytała wybrane przez siebie fragmenty, o szkole, o swoich rówieśnikach, cmentarzu niby strasznym, posępnym ale bliskim, o tacie pracującym w masarni i Domu Zdrojowym jako najpiękniejszym budynku Świeradowa …

Młodzież w skupieniu słuchała, a zrobiło się jeszcze ciekawiej, kiedy p. Wacław kuracjusz z Łodzi zaczął opowiadać o pionierskich latach czterdziestych i były to ciekawe czasy, gdyż nasze miasto należało do strefy przygranicznej, zresztą historyczne wymogi stawiały wówczas przed pogranicznikami surowe wymagania.

Pan Wacław z panią Teresa uzupełniali wspomnienia o dawnym Świeradowie – Zdroju, z nostalgią mówili o kinie, seansach porankowych, o Krysztale, który spełniał rolę centrum kulturalnego.

Po wspomnieniach historycznych przyszedł czas na przybliżenie Nowego Jorku, w którym od paru lat mieszka pani Teresa, podkreślając wyraźnie, że nie jest ważne skąd się pochodzi, można bez wszelkich zahamowań zacząć nowe życie , w każdym miejscu na świecie. Ona sama po piećdziesiątce, nie znając języka angielskiego tylko język rosyjski postanowiła się z mężem osiedlić w Nowym Jorku.

Według p. Teresy mobilizując się, można języka się nauczyć, wygodnie i bezpiecznie się urządzić. Dla niej to miasto jest otwarte, przyjazne, po którym łatwo się poruszać, zaznaczała dość często, że to tylko jej subiektywna ocena. Bardzo ją ujęła grzeczność wobec drugiego człowieka. Zapytana czy spotkała, widziała kogoś sławnego, odpowiedział, że jej córka jest bardziej ciekawa i chętna aby zobaczyć sławy, ona sama była na koncercie znanego reżysera Woody Allena, Adele.

Dwie godziny minęły dość szybko, młodzież z zainteresowaniem wysłuchała relacji, na ręce pani Magdy – nauczyciela historii przekazał pani Teresa swoją książkę z dedykacja, aby trafiła do biblioteki szkolnej, większość wspomnień dotyczy przecież nauczycieli szkolnych, którzy właśnie wtedy uczyli, a my w zamian podarowaliśmy album o miastach nad Kwisą, życząc przyjemnych chwil w Nowym Jorku, przy oglądaniu pięknych zdjęć z rodzinnych stron.

Trzecie spotkanie można uznać za udane, które stwarza jakby jedną fabułę, gdyż dotyczy nas mieszkańców Świeradowa – Zdroju.

Na pierwszym, spotkaniu Alicja Kornet – mieszkanka Świeradowa – Zdroju autorka tomiku poezji „Garść miłości” przekonywała nas, że „kiedy życie daje Wam druga szansę pamiętajcie o spełnieniu swoich marzeń”, z kolei już na drugim nasz gość Magda Olszewska opowiadała o historii Świeradowa na podstawie swoich tłumaczeń unikalnej księgi „Moja ojczyzna” H.Scholdana byłego mieszkańca Bad Flinsberg, a trzecie było poświęcone latom sześćdziesiątym.

Już są zapytania, kiedy raz jeszcze wystąpi M.Olszewska, gdyż jest wiele jeszcze do powiedzenia, zobaczymy, przed nami wakacje, a po nich jesienne wieczory…


zdroj

Kto odwiedzał Bad Flinsberg ?

Tego już niebawem dowiemy się na spotkaniu z Magdaleną Olszewską, my krążąc między bibliotecznymi półkami z działu – Teatr sięgnęliśmy po biografię Marii Bojarskiej pod krótkim tytułem po prostu „Mieczysława Ćwiklińska”, a była to znana przedwojenna aktorka, a po wojnie tym się sławiła, że od 1964 r występowała w całym kraju jako Babka w sztuce A.Casony „Drzewa umierają stojąc”, powtarzając swą ostatnią rolę ok. 1500 razy, w tym i w naszym mieście.

Autorka pisała, ze wcześniej w Babimoście straciła głos, „Chrypa, wydawało się, że to już koniec. Ale nazajutrz głos wrócił na swoje miejsce. Może to była odwaga, z jaką stara, zmęczona, niewidoma Ćwiklińska decydowała się stanąć na scenie. Głos wrócił i znów można było jechać w Polskę, do coraz mniejszych miejscowości, w coraz cięższe warunki”.

Może ktoś z mieszkańców Świeradowa – Zdroju był na przedstawieniu w marcu 1970 r z udziałem Mieczysławy Ćwiklińskiej. Serdecznie zapraszamy na spotkanie, aby nam opowiedział, jesteśmy ogromnie ciekawi, jakie wrażenia , wspomnienia, to spotkanie z gwiazdą wywarło.

Mając 84 lata dziennikarce opowiedziała na pytanie:

Co na miłość boską pani robi, że ma taki wygląd, humor, zawsze ten sam temperament i werwę?

odpowiedziała: „Właśnie nic nie robię , nie narzekam, nie złoszczę się, nie objadam się, nie obrażam się … i niczemu się nie dziwię„.

Chyba warto to zapamiętać, gdyż aktorka przeżyła ponad 90 lat.

Źródło:

M.Bojarska – Mieczysława Ćwiklińska, 1988r. Państwowy Instytut Wydawniczy s.439